TOŻSAMOŚĆ DWUBIEGUNOWEGO HAZARDZISTY

Osoba chora na chorobę hazardową, czy CHAD musi zmierzyć się na początku z tożsamością osoby chorej. Mi było pisane zostać zdiagnozowanym na obie te choroby.

Postaram się podzielić się z wami swoim doświadczeniem jak przebiegało utożsamianie z tymi obiema chorobami.

Hazard

TOŻSAMOŚĆ DWUBIEGUNOWEGO HAZARDZISTY

Można spotkać się z opiniami, że osoba uzależniona przechodzi przez etapy tożsamości nazywane: zaprzeczeniem, wahaniem, rozważaniem, potwierdzeniem, afirmacją i rozstaniem. Ja zauważam, że przechodziłem i przechodzę podobne etapy w obu chorobach.

Pierwszy raz zagrałem mając, 21 lat, natrafiłem w Internecie na reklamę strony zakładów sportowych, oglądałem dużo meczów piłkarskich i pomimo doświadczenia wyciągniętego z domu, tata był hazardzistą, uznałem, że dobrym pomysłem było obstawienie meczów piłkarskich, które oglądałem. Dwa następne lata są jak wspomnienia alkoholika, pamiętam je jak przez mgłę, pomimo że nie brałem środków zmieniających świadomość, piszę tutaj o alkoholu, narkotykach czy dopalaczach, bo dla mnie hazard to zdecydowanie środek zmieniający świadomość.

Grałem od wypłaty do wypłaty, wyłudzałem pieniądze od rodziny, kradłem. Wszystko sobie usprawiedliwiałem, zaczynając grać na coraz większe kwoty, mówiłem, „że gram, bo chcę dla samego siebie udowodnić, że jestem lepszy od ojca, jak tylko się odkuję to przestanę grać”. Dwa lata minęły w mgnieniu oka „odkucie” nigdy nie nastąpiło. Teraz na to patrzę, że całe szczęście, że nie nastąpiło, bo przedłużyłoby tylko moje i moich bliskich cierpienia. Pod koniec ciągu hazardowego byłem wykończony psychicznie, coraz ciężej było usprawiedliwiać sobie samemu kradzieże, wyłudzenia, nachodziły mnie myśli samobójcze. Ukrywanie grania stało się tak męczące, że rozstrzygałem tylko dwie możliwości przyznać się albo się zabić. Przyznanie się mamie, rodzinie do granie było ciężkie, ale porównania przez rodzinę do ojca jeszcze cięższe. Uważałem wtedy, że winny mojego grania był zmarły tata, traktowałem ciąg, jako wypadek, który był nie do powstrzymania. Spotkałem się ze znajomym rodziny, który należał do wspólnoty AA, nie byłem gotów na tą rozmowę, mówiłem „nie wiem czy jestem czy nie jestem, hazardzistą, nie pale, nie pije, nie używam narkotyków, skąd mam wiedzieć czy jestem uzależniony, wiem jedynie, że grać nie mogę, bo skończę jak ojciec”.

Pomoc rodziny pomogła mi nie poczuć konsekwencji finansowych mojego grania, chęć zagrania odeszła, mama kontrolowała przez rok moje finanse. W „nie graniu” nie zauważałem, że pomaga mi poczucie wstydu, hańby, myśli, że zawiodłem rodzinę i zmarnowałem sobie życie.

W wieku 24 lat prowadziłem własną działalność, konsekwencji finansowych nie czułem (nie mylić z nie było). Życie dla mnie stawało się monotoniczne, odskoczni od szarego życia codziennego szukałem w jednorazowym seksie i paleniu marihuany. Zacząłem bywać nadpobudliwy, łatwo wpadałem w złość, to na początku…, bo pod koniec to był horror dla rodziny, nie wiedzieli, co się ze mną dzieje, jak mi pomóc, bali się mnie, myśleli, że zrobię im krzywdę.

Po znajomości zostałem przyjęty do małego Szpitala psychiatrycznego, tam przeżyłem mój horror, pod zamknięciem, nadpobudliwy, nikt ze mną nie rozmawiał, straszony zapięciem w pasy do łóżka, otoczony osobami, które wtedy nie odbierałem, jako- takie jak ja, a jako osoby chore psychicznie pogłębiające moje urojenia, pielęgniarki wykorzystujące moją chorobę jak własną rozrywkę, pielęgniarzy wolących przyłożyć zamiast porozmawiać, wytłumaczyć… jedynie dwie osoby odbiegające od reguły… za mało… koszmar. Diagnoza choroba afektywna dwubiegunowa. Przyjąłem ją ze łzami w oczach, bo oznaczało to, że urojenia, które stworzyłem są nieprawdziwe, czystą fikcją. Nie rozumiałem, co to jest za choroba. Byłem zły na siebie, że takie bzdury wymyślałem. Mówiłem sobie chory na chorobę psychiczną, czyli wariat. Żal do siebie był chyba jeszcze większy niż po wyjściu z ciągu hazardowego, tu nie miałem doświadczenia żadnego z podobną historią do mojej. Czułem się osamotniony, napiętnowany. Pomimo pomocy rodziny, ich uśmiechy i serdeczność powodowały jedynie pogłębienie poczucia użalania się. Zacząłem wypierać się tej choroby, ale tylko przed sobą. Przeprowadziłem się do innego miasta, starałem się nie utrzymywać kontaktów z osobami, które wiedziały o mojej chorobie, reagowałem złością na wzmianki na temat choroby CHAD. W wieku 26 lat odłożyłem leki nie mówiąc nikomu, rodzinę okłamywałem, że spotykam się z psychiatrą i biorę leki regularnie, byle nie myśleć o chorobie.

Nie mogłem nigdzie utrzymać pracy na okres dłuższy niż dwa miesiące. W wieku 28 lat wróciłem do starych sposobów poprawiających mi nastrój, jednorazowy sex, palenie marihuany i hazard. Zauważałem, że zaczynam być nadpobudliwy, mimo tego nie przestawałem palenia marihuany. Trafiłem do Szpitala psychiatrycznego. Znowu poczucie wstydu i złości. Na szczęście był to inny szpital. Dzięki lekarzom, psychologom, terapeutom zacząłem dopuszczać myśli, że jestem dwubiegunowy. Poznałem tam pacjentów takich jak ja, z którymi nadal utrzymuje kontakt. Pod koniec wizyty w szpitalu nie zadawałem już pytania czy jestem chory… tylko jestem chory i co teraz mam robić. Zacząłem czytać o osobach dwubiegunowych.

Po wyjściu ze szpitala zagrałem po miesiącu. Pojechałem na pierwszy w moim życiu miting. Założyłem grupę AH w moim mieście.  W Lutym stwierdziłem, że przestane brać leki, bo mam wrażenie całkowitej obojętności w jakimkolwiek aspekcie życia, tym razem powiedziałem o tym mamie, z którą mieszkałem po wyjściu ze szpitala. Szefowi w firmie, w której pracuje do teraz również powiedziałem o mojej chorobie… dwubiegunowej i hazardowej. Na mitingi chodziłem i walczyłem z myślami, że nie mogę grać do końca życia. Na grupę AH przestałem chodzić w kwietniu, wróciłem do grania a po pół roku trafiłem do ośrodka leczenia uzależnień. Nie rozważałem już możliwości czy jestem hazardzistą tylko, co powinienem teraz zrobić żeby już nigdy nie zagrać i czy jest to w ogóle możliwe. W tym, co zrobić… pomogli mi terapeuci i pacjenci ośrodka, czy jest to możliwe…  wspólnota AA I AH.

W ośrodku miałem jeszcze jeden duży problem. Jeżeli godziłem się na branie lekarstwa na hazard, czyli, zachowanie abstynenci, praca nad sobą, uczęszczanie na mitingi itd.:), to jak z czystym sumieniem mogę nie brać leków na CHAD. Będąc w ośrodku spotkałem się z Psychiatrą, gdy poczułem się nadpobudliwy, który stwierdził, że jak nie będę brał leków to za pół roku trafię do szpitala. Leków nie biorę do teraz mam 31 lat i decyzję o nie braniu kojarzę z rozmyślaniem o graniu, gdy chodziłem na moje pierwsze mitingi. Była to niechęć do poddania się chorobie.  A Patrząc na moje uzależnienie poddając się, wygrywam.

Tak myślałem przynajmniej na początku terapii.  Teraz nie rozważam czy była to słuszna czy błędna decyzja, na pewno nie namawiam do nie brania leków osoby afektywne dwubiegunowe. Jestem pewien, że gdy miałem epizod mani zarówno za pierwszym jak i drugim razem jak trafiałem do szpitala bez leków bym sobie nie poradził. Na terapii uczyłem się wyrażać swoje emocje, uczucia, określać się, identyfikować problemy w życiu osobistym. Uważam, że mam większy wgląd w siebie, z problemami nie staram się już pozostawać sam. Czuję wsparcie osób bliskich, znajomych. Największym lekarstwem dla mnie jest wspólnota AH i AA, chodzenie na mitingi. Jeśli kiedykolwiek zagram to wiem, co robić, wrócę na terapie. Jeśli otrzymam od osób bliskich sygnały, że zauważają, że wpadam w stan depresyjny, albo zaczynam być nadpobudliwy to też wiem, co robić, spotkanie z psychiatrą wyłącznie z osobą bliską, która może opowiedzieć o stanie, który ja nie widzę, powrót do brania leków a jak będzie to wymagane to powrót do szpitala dla szybszego dobrania odpowiedniej dawki leków.

Doświadczenie z dwubiegunowością pomogła mi utożsamić się z uzależnieniem od hazardu. Hazard pomógł utożsamić się z dwubiegunowością. Widocznie tak miało być.

 

Paweł Dwubiegunowy Hazardzista